Nie tęsknię za Tobą tato

Ot, jesienna aura. Świat powoli cichnie, a powietrze przesiąknięte jest chłodną wonią opadających liści i wilgotnej ziemi. Zbliża się 1 listopada – czas wędrówek ku cmentarnym alejom, by choć na moment zatrzymać się przy tych, których nam dziś brak. W tym szczególnym dniu większość ludzi szuka ukojenia dla bolesnej tęsknoty w płomieniach zniczy.

Dla mnie nie istnieje żaden specjalny dzień ani wyjątkowa data w kalendarzu, by poczuć bliskość tych, których nie ma już obok mnie. Tęsknota rodzi się tam, gdzie przestrzeń serca wypełnia pustka. Tam, gdzie pozwalamy, by między nami a zmarłymi wyrósł mur nieobecności. Nigdy nie dopuściłam do tego, by ziemska granica stała się murem. Nigdy nie straciłam kontaktu z tymi, których pożegnało życie. Dla mnie każdy kolejny dzień jest niczym klucz, który otwiera furtkę do krainy wspomnień i tej szczególnej bliskości, która nie gaśnie, a z biegiem lat nabiera zupełnie innych barw.

Żałoba nie nosi uniwersalnych szat. Każdy z nas przymierza ją na swój własny sposób, znosi w swoim niepowtarzalnym tempie, utkanym z delikatnej materii czasu, przeżytych chwil i osobistej wrażliwości. Nie istnieje żaden schemat, mapa czy zestaw porad, które pasowałyby do wszystkich serc. Jedni przeżywają ją w milczeniu, zamykając się w kokonie wspomnień, inni zaś wykrzykują swój żal w przestrzeń, szukając ukojenia w hałasie świata.

Nie ma lepszych lub gorszych dróg, ani właściwych kroków czy wyznaczonych granic. Żałoba to intymna podróż w głąb własnej duszy, usłana zarówno cichymi łzami, które spływają w samotności, jak i nagłym, ciepłym uśmiechem na widok przedmiotu należącego do ukochanej osoby. To proces tak unikalny jak linie papilarne. Dopasowany wyłącznie do naszego serca i rozmiarów straty jaką po sobie zostawili ci, którzy odeszli.

Rok pełen strat

Ten rok mego życia zapisał się w moim wnętrzu ze szczególną intensywnością. Był to czas, w którym życie wirowało w zapierającym dech w piersiach tangu, w którym płacz i śmiech tańczyły ramię w ramię. Tyle, ile straciłam, tyle samo – a może nawet z nawiązką – zyskałam. Z taką samą siłą z jaką spływał do mojego serca ból pożegnań, uderzała też fala niespodziewanych darów, zawodowych sukcesów, wewnętrznych rozkwitów i niespodzianek.

Wyglądało to tak, jakby wszechświat postanowił wziąć wszystkie moje lata w jeden uścisk i za jednym razem wyrównać rachunki, balansując na cienkiej linie między stratą a cudem. Tam, gdzie traciłam, natychmiast otwierały się drzwi do obfitej przestrzeni, o której nawet nie śniłam. Z ogromną wdzięcznością przyglądałam się, jak życie tka dla mnie przyszłość.

W styczniu pożegnałam moją ukochaną psią przyjaciółkę Lunę. Po niej przyszły pożegnania innych dusz, które pozostawiły ślad w moim życiu.  Te pożegnania stopiły się w mądrość, którą dziś pragnę nieść dalej.

Moje spojrzenie na tęsknotę i żal nie ma nic wspólnego z brakiem, smutkiem czy żałobnym więzieniem. Rozdzielenie nie istnieje. Nasze dusze splecione są nierozerwalnie. Ziemska śmierć nie ma żadnej władzy nad nicią miłości. Dane mi było to w sobie odnaleźć, uczyć się tego i tą pewnością wypełnić swoje życie.

Wspominałam o tym, w mojej pierwszej książce „Opowieści sercem pisane i o duszy, co do zmian budzi”.

„Choć czas upłynie i życia pozbawi nasze ciało, nie ma to znaczenia, bo nie jesteśmy ciałem, a wolnym duchem, który ślady w wieczności zostawia. Śmierć to iluzja, nie ma pożegnania, istnieje obecność w tym, co dziś niepojęte, gdzie nie liczy się odległość i czas. Dusze są ze sobą zawsze, w tej samej serca przestrzeni. Rozdzielają się tylko na chwilę, w ziemską szatę na moment się strojąc. To, co scalone miłością, nie może się rozdzielić. To, co połączone, trwa przez wieczność.

Ciało określają ramy ziemskiego zrozumienia, dusza jest wolna. Każde ziemskie rozstanie jest tylko krokiem ku ponownemu spotkaniu. Istnieje przestrzeń między życiem a snem, gdzie dusze trwają wiecznie, w harmonii poza czasem, poza granicami. To zjednoczenie, o którym mówi prawda, istnieje poza ziemskimi ramami. Nigdy się nie rozstajemy, nigdy nie umieramy. Cień niewiedzy może przesłonić nasze oczy, ale nie uciszy tego, co dusza szepcze.

Celem życia ziemskiego jest dotrzeć do prawdy, by obudzić się, nim ziemski spektakl ucichnie. Przyglądanie się życiu bez iluzji to fascynująca podróż po najpiękniejszych rewirach rzeczywistości. Nie każdemu dane jest je odkryć i poczuć. Tylko ci, co obudzą się w porę, mogą podziwiać wszystko z perspektywy boskiego planu.” – fragment pochodzi ze wspomnianej książki (więcej o książce)

Nie ma oddzielenia

Dziś 28 października  mija kolejna rocznica pożegnania z moim tatą. Nie był moim biologicznym ojcem, za to – i tu znów złamię schemat myślenia – był takim, jakiego dokładnie potrzebowałam by wzrastać, dojrzewać i odnaleźć właściwe drogi życia. Niezależnie od tego, jak ocenią moje wyznanie inni – ja i tato jesteśmy ze sobą teraz bliżej niż za jego życia, choć wcale nie jest to powiązane z refleksją.

Pozostajemy w nieustannym dialogu, czuję jego wsparcie i obecność w ważnych momentach. Rozmawiam z nim, opowiadam mu o swoich pomysłach na kolejne rozdziały książki. Nie ukrywam się z tym, a wręcz przeciwnie – w naszym domu temat połączenia z tymi, którzy zmarli jest stałym elementem wielu rodzinnych rozmów. Nikt z nas nie ma wątpliwości, że w wielu przypadkach to właśnie ich ochrona powstrzymuje materię, a wsparcie rodzi nowe możliwości i sukcesy.

Dla mnie tata nigdy nie odszedł, zmienił tylko formę istnienia, by przetasować karty życia wielu osób w naszej rodzinie. Nadal współtworzy z nami rzeczywistość i jest jej częścią.

Tato był wiernym, oddanym kibicem Realu Madryt. Kiedy mój syn w ramach pracy zawodowej dołączył do ekipy ochroniarzy odpowiedzialnych za bezpieczeństwo piłkarzy i właścicieli tego klubu – wszyscy zgodnie uśmiechneliśmy się do nieba. Tak więc, kiedy wokół nas dzieją się małe i duże cuda, spełniamy marzenia – zastanawiamy się czasem, czy tato pomaga nam realizować nasze, czy po trochu spełnia też swoje.

Wybieram radość zamiast smutku. Światło zamiast mroku

Tak w moim sercu, jak i w domu nie ma miejsca na lęk przed śmiercią. Robię to z pełną, głęboką świadomością, wiedząc, że kiedyś moim dzieciom przyjdzie stanąć twarzą w twarz z wielką stratą. Pragnę, aby moje własne odejście – gdy przyjdzie na nie czas – nie było falą przerażającej rozpaczy. Mozolnie uczę mych najbliższych, że każdą stratę można przetransformować w coś pięknego, na co patrzy się z ciepłym wspomnieniem, a nie z łzami bezradności.

Kiedy odszedł mój ukochany pies, miałam okazję być przykładem pomimo bolącej straty. Przekierowałam ból w czystą kreację i dobro. Bezinteresownie ożywiałam fotografie zwierząt dla tych, którzy stracili swoich czworonożnych przyjaciół. Napisałam utwór, który do dziś przynosi ukojenie setkom serc. Zamieniłam łzy smutku na łzy głębokiego wzruszenia. Udowodniłam mym dzieciom, że istnieje też inna droga na pożegnanie oraz połączenie na innej płaszczyźnie.

Z tej całej drogi, utkanego na nowo zrozumienia i czułości, zrodził się projekt, który stał się czystą intencją wsparcia innych i pokazania innej perspektywy rozłąki. Tak powstał siedmioetapowy proces dźwiękowy „Ból i strata”. Album czeka w moim sklepie na każdego, kto szuka bezpiecznego portu. Mam nadzieję, że ta muzyczna podróż stanie się towarzyszem dla osób przeżywających trudne chwile i uświadomi, że miłość, która nadała sens więzi, wciąż jest obecna, choć już w innej formie (więcej o albumie tutaj)

Dziękuję Ci, że nie tęsknię za Tobą tato

Gdybym mogła dziś wysłać Ci list, to choć wiem w jakiej formie, gdzie i jak – nie wiedziałabym co Ci napisać. Przecież Ty wiesz wszystko. Wiesz, co mnie cieszy, co martwi, co odbiera mi sen nocą. Znasz moje myśli, zanim zdążę ubrać je w słowa. Wiesz też, co ważnego wydarzyło się dzisiaj – czym jeszcze nie jestem gotowa podzielić się ze światem. Nie muszę Ci niczego tłumaczyć. Wiesz, że dostałam się na studia, rozwijam własną organizację, tworze nowe projekty.

Czasem zastanawiam się, skąd biorę na to wszystko siły. Czuję wtedy, że opieram się o Twoje plecy i wzruszam przeogromnie, bo za jeden taki dotyk, wielu tu na ziemi, oddałoby wszystko. Dziękuję Ci, że znów zamieszałeś w kotle mojego życia. Cieszę się, że towarzyszysz mi w tej nieprzewidywalnej grze i podrzucasz dobre karty. Dziś jesteś moim asem w rękawie – kartą, której nie widać, a której obecność zmienia wszystko…