W internecie jak zwykle burza. Tegoroczny konkurs Eurowizji Junior dobiegł do końca, a kaskada komentarzy ruszyła ze zwielokrotnioną siłą. Zastanawiamy się nad wszystkim: czy piosenka była wystarczająco dobra, czy nasz reprezentant – Wiktor Sas – był dobrze ubrany, czy kamerzysta nie spóźnił się z ujęciem, czy zawinił tekst czy może tancerki. Szukamy kogoś lub czegoś do ocenienia. W tym wszystkim zapominamy o jednym, najważniejszym fakcie – rozmawiamy o konkursie dziecięcym.
Kiedy dorośli zaczynają w internecie wypowiadać bezmyślne, często ostre słowa i szukać winnych, rzadko zastanawiają się nad konsekwencjami. Tymczasem każde słowo zostawione w sieci ostatecznie uderza w dziecko. Jeśli nie w naszego reprezentanta, to w dziecko z innego kraju, które postawiło wszystko na jedną kartę, by wyjść na scenę i podzielić się swoimi emocjami. Głos w sprawach dotyczących dzieci powinien być zawsze wyważony i odpowiedzialny. Niestety, my jako społeczeństwo skupiamy się niemal wyłącznie na jednej liczbie – na miejscu w tabeli.
Miejsce w tabeli to liczba na którą masz tylko pośredni wpływ
Wszyscy chcemy pierwszego miejsca. Zapominamy, że na tę konkretną cyfrę na tablicy wyników składa się mnóstwo czynników, na które nie mamy najmniejszego wpływu. Eurowizja Junior to specyficzny konkurs. Niekiedy dziecko ma genialną piosenkę, ale paraliżuje je trema. Inne nie dostało utworu, który oddałby jego skalę talentu. Są i słabsze wykonania, ale ujmują nas ogromną wrażliwością. Nie da się tej nagrody podzielić tak, by objąć sercem i uwagą każde z tych dzieci. Dlatego ja w kwestii samego wyniku wybieram spokój. Jeśli na coś nie mam wpływu, zostawiam to biegowi wydarzeń. Życie wie, komu w danym momencie dać wygraną, by go zbudować, a komu odebrać podium po to, by zmusić go do głębszego rozwoju i zbudować w nim siłę na przyszłość. Wierzę, że ostateczny wynik jest dla każdego z tych młodych ludzi lekcją dokładnie taką, jakiej w danym momencie potrzebują.
Skupmy się na liczbie, która ma znaczenie
Rolą rodziców, opiekunów, twórców, ale też po prostu nas – widzów siedzących przed telewizorami – jest skupienie się na tym, na co realnie mamy wpływ. Dla mnie tą wartością jest liczba zaangażowania i wsparcia. Nie chodzi o to, by bezkrytycznie twierdzić, że nasz reprezentant był najlepszy na świecie. Sama miałam w tym konkursie innych faworytów – dzieci z innych krajów, które niesamowicie mnie wzruszyły swoimi występami czy wykonaniem. Tyle tylko że Wiktor Sas był nasz. Był reprezentantem naszego kraju i zależało mi na tym, by poprzeć go liczbą, która ma realne znaczenie: głosami, zaangażowaniem i obecnością.
Dziecko, które wychodzi na tak ogromną scenę, nie powinno opierać swojej samooceny na tym, które miejsce przyznało mu jury czy tablica wyników. Powinno opierać swoją przyszłość na poczuciu, ile osób za nim stanęło. Widzę cię, doceniam twoją pracę i jestem z tobą – to właściwy komunikat i przekaz na którym warto się skupić. To jest najważniejsza liczba – nie tylko w konkursach muzycznych, ale w całym życiu.
Nowe sporzenie nie tylko na konkurs, ale i młodego człowieka
Szukam w internecie i w swojej pracy takich przestrzeni oraz takich opinii, które pozwolą nam odpowiedzialnie otoczyć młodego człowieka opieką i prawdziwym zauważeniem. Nie potrzebujemy kolejnych rozliczeń, hejtu i analiziania błędów realizatorskich pod lupą. Potrzebujemy dorosłych, którzy potrafią mądrze wspierać, a nie tylko oceniać. Dzieci na scenie potrzebują naszej dojrzałości, a nie frustracji wywołanej zbyt niską pozycją w tabeli.
Wierzę, że to nieszablonowe myślenie – przechodzenie od oceny do odpowiedzialnego wsparcia – jest czymś, co musimy wnosić do codzienności. Dziś piszę o tym przy okazji Eurowizji Junior, ale z tą samą misją tworzę moje książki i program edukacyjny Star Travellers (Gwiezdni Podróżnicy). Wszystko sprowadza się do jednego – by młody człowiek wiedział, że jego wartość nie zależy od cyfry na podium, ale od tego, jakie moce niesie w sobie i jakich ludzi ma wokół siebie. Spójrzmy na te dzieciaki inaczej. Zamiast rozliczać – stańmy za nimi.

