Gdy życie daje szansę, by je odzyskać

Życie pisze scenariusze każdego dnia, nie pytając nas o zgodę i nie zdradzając, co przyniesie kolejna strona. Pozwala nam wierzyć, że wszystko mamy pod kontrolą,  jutro będzie podobne do dzisiaj, a przyszłość spokojnie poczeka na swoją kolej. A potem nagle, choć jeszcze chwilę wcześniej snujesz plany na przyszłość – leżysz na stole operacyjnym. Wokół Ciebie nerwowo poruszają się lekarze, padają słowa, których nie potrafisz już uchwycić, a czas przestaje płynąć w swoim zwyczajnym rytmie. Granica między tym, co znane, a tym, czego nie potrafimy zrozumieć, zaczyna się zacierać.

Jeśli nigdy nie znalazłeś się po drugiej stronie, chcę Cię uspokoić. W doświadczaniu tej chwili nie było strachu. Nie potrafię dziś ubrać w słowa tego, co się czuje i rozumie, bo istnieją doświadczenia, dla których nasz język jest zbyt określony. Było w tym coś, czego nie da się porównać z niczym, co znałam wcześniej. Jakby wszystko, co wydaje się ważne, nagle traciło swój ciężar. Znikają granice, obawy i potrzeba kontrolowania czegokolwiek. Pozostaje tylko uczucie błogości i cisza, w której nie trzeba już niczego udowadniać ani o nic walczyć. Mnie dane było zdecydować – wrócić lub pozwolić sobie odejść.

Gdy wracasz do życia, a ono nie jest już tym samym

Nie wiem, czy każdy przeżywa to tak samo. Nie próbuję nikogo przekonywać, że znam odpowiedzi na pytania, których ludzkość szuka od wieków. Ja zdecydowałam się wrócić do ludzi, których kochałam, do niedokończonych spraw, marzeń odłożonych na później i tych części siebie, którym przez lata nie dawałam dojść do głosu. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że choć ja przeżyłam, moje dawne życie właśnie dobiegło końca. Dla świata byłam tą, która oszukała przeznaczenie. Ja jednak czułam, że coś bezpowrotnie utraciłam, a jednocześnie otrzymałam możliwość rozpoczęcia czegoś nowego. Z zewnątrz wszystko mogło wyglądać tak, jakby wystarczyło odzyskać siły i wrócić do codzienności, tymczasem powrót do życia oznaczał pożegnanie z tą kobietą, którą byłam wcześniej. Czas miał wyjaśnić mi resztę.

Uczyłam się na nowo poruszać, odzyskiwać siły, oddychać. Moje ciało potrzebowało czasu, a każdy kolejny dzień miał swoje małe zwycięstwa i ograniczenia. Pamiętam wysiłek, z jakim próbowałam złapać powietrze. Oddech, który wcześniej przychodził bez zastanowienia, nagle stał się czymś, o co trzeba było zawalczyć. Powoli wracałam do sił. Zmieniałam się nie tylko ja, ale również moje spojrzenie na codzienność. Choć czułam się wyróżniona możliwością powrotu zza światów, nie obudziłam się pewnego ranka z gotowym planem na nowe życie. Nie dostałam odpowiedzi na wszystkie pytania. Nie wiedziałam, że czeka mnie misja…

Wracasz zza światów, by wyruszyć w misję

Dziś już wiem, że powrót do życia nie zawsze oznacza powrót do tego, kim byliśmy wcześniej. Wracamy do tego samego domu, ludzi i obowiązków, ale linia życia kreśli się na nowo i prowadzi nas najczęściej w zupełnie innym kierunku. Nie twierdzę, że wszyscy muszą po takim doświadczeniu zmienić świat. Nie każdy musi pisać książki, zakładać organizacje czy realizować marzenia, które przez lata pozostawały w szufladzie. Ja nie potrafiłam jednak zagłuszyć głosu, który każdego ranka przypominał mi o wartości tego, co dostałam. Czułam, że wdzięczność nie może pozostać jedynie uczuciem i chcę by znalazła swój wyraz w tym, co robię, tworzę i co pozostawię po sobie dla innych, kiedy już naprawdę zdecyduję się odejść. Tak odnalazłam w sobie coś, co wielu nazywa misją. Czułam, że wróciłam, by dokończyć to, czego nie zdążyła zrobić poprzednia wersja mnie – wykorzystać swój talent i napisać nową historię.

Inne spojrzenie na scenariusz

Kiedy przyjechałam do Wielkiej Brytanii, miałam dwoje małych dzieci, trudne doświadczenia osobiste i ogromny strach przed tym, czy poradzę sobie w obcym kraju. Zaczynałam od zwykłej, fizycznej pracy. Musiałam nauczyć się nowej rzeczywistości, zadbać o codzienność i znaleźć sposób, by dać dzieciom dom oraz możliwości na przyszłość. Gdy opuszczasz kraj w takich okolicznościach, nie zabierasz ze sobą tylko walizek. Zabierasz strach, niepewność, nadzieję i wiarę, że w tym nowym miejscu uda Ci się zbudować dom. Na tym się skupiłam i temu oddałam bez reszty. Własne potrzeby i podszepty duszy odkładałam na później. Kariera, nauka języka, osobiste marzenia – wszystko to mogło poczekać, byle tylko na stabilnych fundamentach odbudować to, co rozpadło się w moim życiu.

Tak mijały lata. Nie zastanawiałam się, ile jest we mnie rzeczy, których jeszcze nie odkryłam. Ile pomysłów nigdy nie doczekało się realizacji i ile marzeń odłożyłam na półkę. Z czasem przyzwyczaiłam się do myśli, że właśnie tak powinno wyglądać życie. Zbudowałam w sobie przekonanie, że najpierw trzeba zadbać o innych, zapewnić dzieciom bezpieczną przyszłość, zbudować stabilny dom, a wszystko, co dotyczy mnie samej, może poczekać. Talent do pisania, kreatywność, nieszablonowe pomysły i chęć tworzenia czegoś dla innych czekały we mnie uśpione. Brakowało mi uważności, by je dostrzec i odwagi, by pozwolić światu poznać mnie prawdziwą.  Nigdy nie czułam też, że coś tracę. Byłam przekonana, że wybrałam właściwą drogę, bo tak właśnie wygląda odpowiedzialność, dorosłość i troska. A potem niespodziewanie trafiłam na wspomniany stół operacyjny.

Umarłam, by narodzić się po raz kolejny

22 grudnia 2023 roku pozwoliłam odejść w nicość tej wersji siebie, która przez lata robiła wszystko, co należało, a tak rzadko pytała samą siebie, czego naprawdę pragnie. Nie żałowałam jej, ale nie chciałam też przekreślać jej historii. Wiedziałam, ile wysiłku kosztowało ją dotarcie do tego momentu życia. Była kobietą, która próbowała przetrwać trudne chwile. Zasługiwała na szacunek, a nie na zapomnienie.

Nowa ja – nie miała planu. Miała za to czas, którego wartość rozumiała inaczej niż wcześniej i wdzięczność za zwyczajne chwile, które nagle nabrały niezwykłego znaczenia.

I tak pojawiły się słowa, które z czasem ułożyły się w książki. W ciągu jednego roku zakończyłam pracę nad pozycją „Opowieści sercem pisane i o duszy, co do zmian budzi” i napisałam kolejną książkę „Gwiezdni Podróżnicy i zimowe Iskry Dobra”. Nie robiłam tego z myślą o karierze czy o tym, ile mogę dzięki nim zyskać. Pisałam, bo czułam, że mam coś do przekazania i czymś chcę się podzielić. Oddałam te historie światu z wdzięcznością. Cieszyłam się, że mogę tworzyć, a jednocześnie nadal być blisko rodziny, żegnać córkę przed snem, dbać o dom, czuć wiatr na twarzy i podziwiać drzewa. Nie potrzebowałam, by każda z tych chwil przynosiła mi sukces mierzony pieniędzmi czy uznaniem. Sam fakt, że mogłam ich doświadczać, miał dla mnie ogromną wartość.

Z czasem zaczęłam rozumieć, że wdzięczność nie musi kończyć się na tym, że potrafimy docenić własne życie. Może stać się również tym, co dajemy innym. Książki były moim pierwszym krokiem, ale serce ciągle rwało się dalej i głębiej. Nie chciałam, by dobro pozostało jedynie piękną ideą opisaną w książce. Chciałam, by można było go doświadczyć, poczuć i przekuć w działanie.

Program dla szkół, własna organizacja, studia – serce znów wyrusza w misję

By historie, które napisałam, mogły żyć dalej, nie tylko na kartach książek, ale także w prawdziwym świecie, stworzyłam Program edukacyjny Gwiezdni Podróżnicy, który łączy literaturę, dziecięcą wyobraźnię, emocje i realne działania. Dziecko nie jest tu jedynie odbiorcą opowieści. Jeśli tylko zechce może stać się bohaterem własnej misji – odkrywać, doświadczać i współtworzyć lepszy świat poprzez małe, prawdziwe gesty.

Ponieważ idea ta potrzebowała struktury i przestrzeni, w której będzie mogła rosnąć, docierać do szkół, łączyć ludzi i rozwijać się, powołałam do życia firmę zarejestrowaną w brytyjskim systemie jako organizacja działająca na rzecz społeczeństwa. Tak powstała Future Makers Academy CIC — Akademia Twórców Przyszłości. Widzę ją dziś jako sposób wyrażenia wdzięczności, która ze mnie wypływa. Nie ma ona nic wspólnego z nieustannym spłacaniem długu wobec życia. Pozwala mi za to dzielić się tym, co dziś już w sobie zauważam i doceniam – talentem, wyobraźnią, doświadczeniem, czasem i gotowością, by zrobić coś dobrego dla innych.

Mam jednak świadomość, że samo serce i wiara w ideę nie wystarczą. Jeśli naprawdę chcę rozwijać ten projekt, docierać do szkół i współpracować z ludźmi, muszę również zdobywać wiedzę i odważyć się na rzeczy, które wcześniej wydawały mi się poza moim zasięgiem. Tym razem postawiłam na siebie, nie zapominając jednak o rodzinie.

W ostatnich tygodniach skrupulatnie przygotowywałam się do egzaminów na studia, mierząc się nie tylko z materiałem, ale również z własnymi obawami i barierą językową. Dziś z ogromną satysfakcją i uznaniem dla siebie, rozpoczynam kolejny rozdział mojego nowego życia. Właśnie zdałam egzaminy i dostałam się na studia Business Management na London Metropolitan University. Po raz kolejny jestem gotowa rzucić się w wir pracy, byleby zdobyć wiedzę, która pomoże mi odpowiedzialnie rozwijać organizację, podejmować lepsze decyzje i przeprowadzić Program Star Travellers od idei do realnego działania.

Nauka w obcym języku, nowy rytm codzienności to kolejne wyzwania. Nie twierdzę, że niczego się już nie boję. Jest jednak we mnie spokój, którego wcześniej nie znałam. Pamiętam doświadczenie, które zmieniło moje spojrzenie na życie. Wiem dziś, jak niewiele potrzeba, by wszystko, co wydaje się pewne, nagle przestało takim być. Wiem też, że wróciłam do życia, by napisać dalszy ciąg. Wrażliwość, talent i pisana mi droga scaliły się z właściwą cząstką mojej duszy. Trzeba mi było siebie stracić, by życie odzyskać…

Moje książki kupisz tutaj, a informacje o Projekcie Gwiezdni Podróżnicy znajdziesz we wcześniejszych wpisach blogowych.