Prawdą jest, że wszystko ma swoją cenę – nie tylko rzeczy materialne, ale też czas, wiedza, umiejętności, a nawet obecność człowieka. Współczesność nauczyła nas, że za wszystko trzeba płacić. Przyjeliśmy, przestaliśmy podważać i szukać innych sposobów. Tak zbudowaliśmy świat, w którym niemal wszystko ma metkę i nic nie ma za darmo. Czas ma stawkę godzinową, wiedza ma abonament, pomoc ma cennik, a relacje wymogi. Nawet ludzka obecność drugiego człowieka – jego uważność, słuchanie, bycie obok – stało się usługą.
Trudno nam przyjąć do siebie to, że świat sam z siebie tak się nie ułożył. To my, krok po kroku, zaczęliśmy go tak ustawiać, akceptując, ścigając się z postępem, czasem i samym sobą. Trudno się wręcz dziwić, że życie stało się wyścigiem. Nikt z nas świadomie nie podkłada sobie nóg, choć to przecież my tworzymy to, co nazywamy światem i życiem. Łatwo przychodzi nam tłumaczenie, że to „oni” – system, postęp, tempo, okoliczności, inni ludzie. Jakbyśmy stali obok rzeczywistości, w której przecież każdego dnia podejmujemy dezyzje i zasilamy to, co niby nie nasze. Nie pójdziemy we właściwym kierunku, jeśli nie przyjmniemy odpowiedzialności za to, co w nas. Każdy, w swoim małym wycinku codzienności, podejmuje decyzje, które tę rzeczywistość wzmacniają albo zmieniają. Wcale więc nie chodzi o „tych innych”, tylko o sumę pojedynczych zgód, które dajemy każdego dnia.
Świata nie da się zmienić na lepszy w jeden dzień i nie „globalnie”. Jedyną właściwą i rozsądną drogą jest rozpocząć zmiany od siebie, zacząć wprowadzać je lokalnie, przestać szukać tłumaczeń i zadać sobie właściwe pytania. Kluczem jest też zacząć widzieć różnicę między wartością a ceną. Cena jest prosta, z góry określona – reprezentuje ją liczba. Wartość nie ma jednego wymiaru. Nie da się jej zamknąć w tabeli, przeliczyć na jednostkę ani ustalić raz na zawsze. Co ciekawe – cena jest sztywna, z góry narzucona, więc przyjmujemy ją bez sprzeciwu. Wartość jest natomiast płynna – każdy widzi ją i odczuwa inaczej, co pozwala nam niejednokrotnie ją zaniżać, obśmiewać i negować. Problem więc leży w tym, że zaczęliśmy traktować to, co da się policzyć, jako ważniejsze od tego, co się czuje.
Ludzkość podbija ceny, jakby to one miały definiować wartość rzeczy, ludzi i doświadczeń. Wielu wierzy w to, że coś co wartościowe i warte naszej uwagi znakowane jest odważną ceną – im wyższa, tym bardziej budzi pożądanie, nadaje status i sprawia, że ludzie chcą to mieć. Tymczasem cena nie mówi, czy coś jest dobre, czy coś jest potrzebne, czy coś Cię zmieni. Cena mówi tylko jedno: ile trzeba zapłacić, by mieć dostęp. My jednak nauczyliśmy się traktować ją jak wyznacznik. Zatem jeszcze raz podkreślam – mój wpis nie jest podsumowaniem i negowaniem systemu, bo system nie działa sam – działa poprzez nasze wybory.
Tak jak wspominałam wcześniej, nie narzucam nikomu jedynej słusznej drogi. Wierzę, że jedynym realnym punktem startu jest zawsze własna decyzja i odpowiedzialność. W ramach mojej działalności postanawiam na własne rozwiązania. Pierwszym z takich działań jest Dobrodzielnik – przestrzeń wymiany, w której to, co posiadam w sobie: umiejętności, wiedza, doświadczenie, decyduję się oddać w innym modelu niż finansowy. To próba przywrócenia idei, że relacja i wzajemność mogą być równie naturalnym sposobem funkcjonowania, jak transakcja (przeczytaj o tym projekcie tutaj) Drugim są spotkania indywidualne 1:1, które świadomie zostały przeze mnie wycenione w sposób minimalny – nie dlatego, że nie mają wartości, ale dlatego, że ich celem nie jest budowanie bariery dostępu, tylko stworzenie realnej przestrzeni spotkania człowieka z człowiekiem i obdarowanie go wartością (tu przeczytasz o tym więcej) Oczywiście każdy, kto trafia do mojej przestrzeni, sam decyduje, co dla niego ma wartość i jak zinterpretuje moje ceny. Nie odbieram nikomu prawa do własnej opinii. Ja natomiast wierzę, że autentyczność i jakość tego, co tworzę, obroni się sama – niezależnie od tego, jak zostanie wyceniona.
Na koniec zostawiam myśl: Jeśli wszystko ma cenę, łatwo zacząć mierzyć nią również człowieka. Nie zgadzam się na świat, w którym człowiek staje się produktem. Mojej wartości nie da się zamknąć w liczbie, bo nie wynika z ceny, tylko z tego, co zostaje w drugim człowieku.
