Świadome życie to wielogałęzisty organizm. Jeśli chcemy je naprawdę zrozumieć, najpełniejszym obrazem staje się drzewo. Każda jego gałąź dotyka innego aspektu naszej egzystencji, odmiennych doświadczeń oraz nauk, których musimy przyswoić bez liku, aby wyrosnąć na stabilną, silną jednostkę.
Fundamentem wszystkiego są korzenie – to, z czym przychodzimy na świat, nasz punkt startowy, a także pierwotne wyzwania i spotkania, z którymi mierzymy się od pierwszych chwil. Wzrost drzewa jest nieustannym procesem, na który składają się wszystkie nasze działania oraz to, co dzieje się wokół nas. Zmieniające się pory roku to odpowiednik kolejnych etapów ludzkiego życia: od delikatnego dzieciństwa, przez porywcze dorastanie, aż po dojrzałość i starość. Zjawiska atmosferyczne – gwałtowne wiatry, niszczycielskie burze, życiowe sztormy, czy wyniszczające susze – stanowią dokładne odbicie tego, przez co przechodzimy wewnątrz.
Prawda jest jednak jedna i niezmienna: drzewo stoi na ziemi, a my jesteśmy z nią nierozerwalnie związani. Odpowiednikiem ziemi jest cała podstawa naszego istnienia – nasza codzienna rzeczywistość. Nasze życie to jednocześnie droga i gleba. To my sadzimy w niej nasiona, pielęgnujemy, ale też od niej bezpośrednio zależymy. Gdy pojmiemy ten związek na głębszym poziomie, zrozumiemy, że nie jest to jedynie poetycka metafora. Nasze istnienie fizycznie i duchowo opiera się na gruncie z jakiego wyrastamy.
Poszukiwanie spokoju i stałości
Są ludzie – tacy jak ja – którzy w pewnym momencie życia bardzo mocno skupili się na dotarciu do punktu, w którym ich wewnętrzne drzewo stanie się w pełni stabilne. Do miejsca, w którym żadna wichura nie jest w stanie nim zachwiać, a ono samo, poza swoją siłą, staje się schronieniem dla innych. To z tego powodu postanowiłam przyglądać się naturze i samemu życiu znacznie baczniej. Zaczęłam szukać odpowiedzi wszędzie, gdzie to możliwe. Celem stało się odnalezienie spokoju wewnętrznego, bezpieczeństwa i niezachwianej niczym radości istnienia, oraz dać właściwy przykład swoim dzieciom, odnaleźć dla nich odpowiednią drogę i przekazać im wartościową mądrość.
Powrót do natury i prawdziwy sens duchowości
Kiedy człowiek w końcu zdecyduje się na prawdziwą uważność, zaczyna dostrzegać głębszą prawdę o swoich potrzebach. Zrozumiałam, że ilekroć czułam potrzebę wychodzenia na spacer, tak naprawdę wcale nie chodziło o sam ruch czy zmianę otoczenia. Potrzebowałam bliskości z naturą i zaczerpnięcia z niej sił. To nie przypadek, że szukając odpoczynku czy ukojenia, odruchowo uciekamy do natury. Gdy brakuje nam spokoju, kierujemy się w stronę zieleni. Nawet nasze najbardziej pierwotne lęki i braki – tak jak lęk przed brakiem pożywienia, będący w gruncie rzeczy lękiem przed utratą dostępu do płodów ziemi – są ściśle powiązane z naturą. Ona stanowi odpowiedź na niemal wszystkie nasze bojaźnie, wycisza niepokoje i uzupełnia to, czego brakuje nam w środku.
Można by bez końca mnożyć metafory: o tym, że wyrastamy jak nasiona i że w końcu do ziemi wracamy. Jednak duchowość to nie bezustanne kręcenie się w pętli pięknych słów czy szukanie dziury w całym. Duchowość to przede wszystkim umiejętność zatrzymania się. To odwaga, by w odpowiednim momencie życia stanąć w miejscu, przyjrzeć się wszystkiemu wokół, wyciągnąć surowe wnioski i dokonać selekcji. Dopiero gdy przesortujemy swoje doświadczenia i wdrożymy realne zmiany w codzienności, osiągamy poziom, który pozwala nam iść wyżej.
Być jak drzewo: Symbol siły, domu i śladu na ziemi
Drzewa od zawsze były dla mnie czymś więcej niż elementem krajobrazu. Stanowiły symbol wzrostu, niewzruszonej siły i mądrości. W moich najgłębszych wizjach dotyczących samej siebie i mojego życia, zawsze widziałam stabilne, rozłożyste drzewo. Byłam w nich jak dąb: znany ze swojej stałości, dający oparcie i ochronę, odporny na kataklizmy i pogodowe zawirowania. Chciałam stać się takim drzewem zarówno dla samej siebie, jak i dla innych.
Od zawsze towarzyszyła mi też jedna, bardzo wyraźna myśl: nie chcę przezyć życia tak po prostu. Chcę zostawić po sobie wyraźny, piękny ślad na ziemi – dokładnie tak, jak robi to drzewo. Moja wrażliwość na świat natury nie narodziła się nagle – była we mnie od zawsze. Od najmłodszych lat czułam niezwykłą, wręcz bezsłowną więź z drzewami i roślinami. W ich towarzystwie nigdy nie musiałam niczego udawać ani tłumaczyć; czułam się bezpieczna, przyjęta i naprawdę rozumiana. To pośród nich odnajdywałam najgłębszy spokój, obcując z czystą, pozbawioną fałszu intencją, jaką niesie ze sobą często świat zewnętrzny. Ta głęboka empatia sprawiała, że los nawet najmniejszego stworzenia czy roślinki poruszał najczulsze struny w moim sercu, ucząc mnie uważności na świat, którego tak wielu nie zauważa. Z tej wrażliwości i uważności zrodziła się moja komunikacja ze światem zwierząt i roślin.
Ludzie często błędnie pojmują pojęcie „rozmowy z naturą”, wyobrażając sobie, że drzewa odpowiadają nam ludzkim głosem. Tymczasem jest to głębokie połączenie energii. To moment, w którym stajesz w obecności drzewa i wyraźnie czujesz, jak zmienia się Twoje własne pole energetyczne. Czujesz bliskość, pełną przynależność, wymianę i przekaz.
Każde drzewo, które stanęło na mojej drodze, miało dla mnie ogromne, symboliczne znaczenie. Wielokrotnie zmieniało szlaki życia. Drzewa powracały w snach i historiach, które pisałam. Są stałym powtarzającym się motywem w moich książkach. Z czasem zaczęły się też pojawiać w wizjach mojej przyszłości. Oczywistym stało się dla mnie, że drogę do mojego wymarzonego domu wyznaczy konkretne drzewo. Wiem, że istnieje i że je rozpoznam.
Drzewa-nauczyciele
W ubiegłym roku, zupełnie niespodziewanie, znalazłam się w miejscu, w którym znajdował się stary sad. Drzewa wręcz uginały się od ciężaru owoców. Zbiory te nie były zwykłym zapasem na zimę , a żywym doświadczeniem czułości i rodzinnego domu. Zapach świeżo upieczonego ciasta otulał domowników, a do obiadu często na stole gościł kompot, który nieustannie przywoływał wspomnienie mojej zmarłej, ukochanej babci. To właśnie w tych codziennych chwilach, zwykłe jabłko stało się zapisanym we mnie dowodem dojrzałej kobiecości. Pozwoliło mi w lustrze codzienności zobaczyć siebie jako mamę, żonę i kobietę łączącą przeszłość z teraźniejszością. Tą, która przyjęła dziedzictwo ciepła od poprzednich pokoleń i z czułością przekazywała je dalej. Owoce starych jabłoni zamieniły rodzinne chwile w pełne smaku, bliskości i wspomnień, które wpiszą mnie w pamięć i kronikę życia naszej rodziny.
Zcalona ze mną natura po raz kolejny zadziałała jak precyzyjne lustro. Bezbłędnie odbiła stan mojej duszy i wskazała mi moment, w którym się znajdowałam. Wypełniała mnie wówczas przeogromna potrzeba tworzenia ogniska domowego, dzielenia się, dawania, budowania przestrzeni i historii naszej rodziny. Jabłonie pokazały mi energię kobiecości, którą przez lata w sobie pielęgnowałam, rozwijałam i obdarowywałam hojnie najważniejsze dla mnie osoby. Te ubiegłoroczne jabłka stały się symbolem mojej roli jako kobiety, matki i żony. Pokazały mi, co serce obrało za najważniejsze wartości, nie zważając na to, czym kusił świat, kariera i szanse. Rozkwitłam w tej żeńskiej energii świadomie, budując silną gałąź, na której oprzeć się miało życie nie tylko moje, ale i dzieci, męża i przyszłych pokoleń.
Od zawsze czułam przeogromne powołanie do tego, by tworzyć dom, w którym bliskość z drugą osobą i z naturą jest czymś naturalnym. Bycie kobietą i matką było dla mnie kluczowym elementem układanki mojej drogi życia i nauką czucia. Wierzę, że nikt nie doświadczy pełni życia i szczęścia, jeśli najpierw nie nauczy się głęboko czuć.
Zmiana cyklu i mądrość Dzikiej Róży
Niedawno, wybrałam się w to samo miejsce, aby przywitać stare jabłonie. Okazało się, że drzewa, które rok temu uginały się od obfitości, teraz miały zaledwie po kilka owoców. Natura ponoć nie posiada ludzkiej, racjonalnej świadomości. Nie zna też szczegółów naszej codzienności. Nie wie, z czym się zmagamy, ani jakie decyzje właśnie podejmujemy, a jednak po raz kolejny z fascynującą precyzją odzwierciedliła dokładnie to, co zaszło w moim wnętrzu. Przez ostatni rok w moim życiu wydarzyło się bardzo dużo. Zmieniłam się ja i zmienił się mój świat. Bliska mi natura odpowiedziała tą samą symboliczną zmianą. Pokazała, że człowiek, dokładnie tak jak drzewo, przechodzi przez różne cykle: po czasie wielkiej obfitości przychodzi czas odpoczynku, przewartościowania i zbierania sił. Nie zatrzymała się tylko na odbiciu mojego stanu – dała mi jasny przekaz i podpowiedź, w którą stronę powinnam pójść.
Tuż obok drzew jabłoni dostrzegłam przepiękne, gęste krzewy dzikiej róży, uginające się pod ciężarem soczystych, czerwonych owoców. Jako kobieta, która zawsze chce pomnażać, dawać i doceniać to, co dostaje od ziemi, od razu wiedziałam, że to z dzikiej róży powstaną moje tegoroczne przetwory. Z tą myślą przyszedł jednak głęboki, duchowy przekaz.
Róża niesie ze sobą zupełnie inną symbolikę niż jabłoń. Zachwyca, daje bezcenne, lecznicze owoce, ale ma w sobie kolce, którymi chroni swoje granice. Dla mnie tego lata nie tylko odzwierciedliła mój nowy etap życia, ale wprost podpowiedziała mi, jak mam na niego patrzeć i jak się w nim odnaleźć. Pokazała mi, że nowa świadomość i dojrzała kobiecość to nie tylko bezustanne dawanie, karmienie i otwieranie serca dla innych. To także umiejętność stawiania granic, ochrona własnej przestrzeni i świadomość własnej siły.
W tej dawnej, jabłoniowej energii byłam przede wszystkim matką i żoną. Przez wiele lat bez reszty poświęcałam swe siły, uwagę i energię na dom dzieci i tworzenie bezpiecznego gniazda. Dziś czuję, że ten rozdział czystej, bezgranicznej troski skierowanej wyłącznie na zewnątrz powoli się domyka. Nie oznacza to utraty czułości. Ta piękna, kobieca energia we mnie zostaje na zawsze, zmienia się jednak kierunek mojej uważności. Po raz pierwszy w życiu te głęboką troske, miłość i uważność kierujuje na siebie. Tak oto, przy wsparciu przekazów natury odnalazłam dla siebie nową przestrzeń – między obfitością a granicą.
Życie między niebem a ziemią
Nasze ludzkie życie toczy się w wyjątkowej przestrzeni – powieszone dokładnie pomiędzy niebem a ziemią. Musimy zrozumieć jedną kluczową rzecz: jeśli sami nie nauczymy się odnajdywać i żyć świadomie w tej przestrzeni, to żaden wyższy wymiar, żadne niebo i nikt z zewnątrz tego za nas nie zmieni. To my sami jesteśmy tą energią. To w nas skupia się cała siła działania. Jeżeli potrafimy czerpać duchowe wsparcie z nieba, a jednocześnie twardo stać po ziemi, która nas karmi i podtrzymuje, nagle dostrzegamy, że absolutnie wszystko wokół jest ze sobą połączone.
Świadome życie to ciągła nauka balansowania między ziemią a niebem, w nieustającym tańcu, między zachwycającymi wzlotami a twardym, nierzadko bolesnym upadkiem. Prawdziwa moc nie polega na tym, by nigdy nie upaść, ani w tym, by uciekać w obłoki od trudów codzienności. Świadomość to odwaga, by po każdym upadku dotknąć dłońmi ziemi, poczuć jej niewzruszone wsparcie i wstać silniejszą, mądrzejszą i pełniejszą doświadczeń. Każdy wzniosły zachwyt uczy nas, kim możemy się stać, a każdy upadek przypomina nam, gdzie są nasze korzenie. To właśnie w tym dojrzałym balansie, kiedy głowa sięga nieba, a nogi pewnie stoją na ziemi, stajemy się niezniszczalni. Niczego już nie musimy udawać, przed niczym uciekać. Przechodzimy przez życie nie jako bierni obserwatorzy, ale jako świadomi twórcy własnego losu.
Spotkanie z Dziką Różą obudziło we mnie niezwykle uwalniającą prawdę: nie trzeba być potężnym dębem, aby zasłużyć na szacunek, uznanie czy zachwyt. Każda roślina, nawet ta najmniejsza, najmniej pozorna, niesie w sobie swoją własną, unikalną mądrość. Nie musimy wyrastać na gigantów w oczach innych, by nasza obecność na ziemi miała głęboki sens. Wystarczy, że jesteśmy autentyczni w swoim wzroście, potrafimy dawać owoce, ale i chronić swoje wnętrze kolcami, gdy wymaga tego nasza godność. Dziś decyduję się tą mądrością dzielić – głośno, otwarcie i bez obaw. I jeśli ktoś zechce zatrzymać się przy mnie na dłużej, odnajdzie tu cząstkę prawdy, którą natura zasiała w moim sercu.
Agnieszka
Jeśli w mych słowach potrafisz poczuć czułość i przekaz zachęcam poznaj mnie poprzez moje książki, utwory muzyczne i procesy dźwiękowe. (tutaj)
