Dziennik pokładowy

W podróży życia – zagubieni w natłoku obowiązków i sztormach codzienności bezustannie płyniemy po nowe.

To co nowe zawsze pozostanie nieznanym, nawet jeśli chwycimy pewnie za ster. Noszę w sobie zgodę na wszystko, co przyniosą fale, ale świadomie wybieram kierunek i towarzyszy mojej ziemskiej podróży. Każdy z nas zna świat z opowieści i czasów w których ludzie byli sobie bliżsi. Dzielili się ostatnią kromką chleba, żyli bliżej w osadach pełnych obecności drugiego człowieka.
W jednym miejscu dorastały całe pokolenia. Dzieci wychowywały się pośród śmiechu, troski i spojrzeń wielu par oczu. Kobiety wspierały się nawzajem, wspólnie dbały o domostwa, przekazywały wiedzę, opowiadały historie i uczyły czułości wobec życia. Mężczyźni każdego dnia wyruszali, by troszczyć się o bezpieczeństwo swoich rodzin, a starsi nigdy nie pozostawali sami – byli pamięcią, korzeniami i sercem wspólnoty. Świat nie był wtedy łatwiejszy, ale ludzie żyli bliżej siebie, ponieważ rozumieli siłę solidarności i szacunku do wszystkiego, co scala nasze życie – natury, człowieka i relacji. Tęsknie za takim światem i bliskością – stawiam więc na podróż świadomą, akceptując zmiany, ale też nowe tworząc.

To, co minęło, już nigdy nie wróci.

Przyszedł rozwój i nieustanny pośpiech. Osady zniknęły, a ludzie zaczęli oddalać się od siebie coraz bardziej. Mimo to przez bardzo długi czas bliskość nadal potrafiła odnajdywać własne drogi. Ludzie pisali do siebie listy. Zostawiali w słowach tęsknotę, codzienność, emocje i kawałki własnego świata. Czekali na odpowiedź. Potrafili usiąść i poświęcić komuś uwagę, nawet jeśli dzieliły ich setki kilometrów. Dziś wszystko dzieje się szybciej. Rozmowy zamieniają się w krótkie komunikaty, a słowa coraz częściej płyną obok nas, zamiast naprawdę do nas docierać, wzruszać i budować. Zamiast tego nabrały niszczycielskiej mocy. Brakuje nam odwagi do autentyczności, uważności i prawdziwej obecności.

Postanowiłam, że współczesny marketingowy newsletter zamienię na „Dziennik pokładowy”.

Raz w miesiącu, niczym list w butelce wysłany przez internetowy ocean, będzie trafiał do tych, którzy zdecydują się płynąć ze mną trochę bliżej. Znajdziecie w nim refleksje z mojej własnej podróży, słowa pisane od serca, inspiracje, projekty, wyjątkowe oferty i wszystko to, czym naprawdę chcę się dzielić po drodze. Chciałabym, aby „Dziennik pokładowy” stał się spokojną przestrzenią, do której można zajrzeć raz w miesiącu jak do wiadomości od kogoś bliskiego, kto dzieli się opowieściami z własnej życiowej podróży. Wierzę, że nawet w ogromnym oceanie internetu wciąż można odnaleźć ludzi nadających na tych samych falach.

Jeśli nosisz w sobie tęsknotę za światem, w którym istniała wspólnota, osady pełne obecności i listy pisane z serca zapisz się na listę dziennika pokładowego – być może odnajdziesz tu kawałek utraconej tęsknoty.